Niespodzianka
Dzień zapowiadał się leniwie. Już dnia poprzedniego dotarła do nas wiadomość że pierwszy pacjent zrezygnował z usługi – czyli zaczniemy o 8.45 Miło. Można wypić jakiegoś pobudzacza albo oddać się przyjemnościom I-techniki. Dodatkowo popołudnie mam leniwe – wszystko idzie w lokalnym więc sobie notke zrobię, zaległości pocztowo-papierowe nadrobię.
Szczęście nie trwało długo – pokazał się jeden z artroskopistów. Pięciu pacjentów – pięć znieczuleń ogólnych. Szybko, bezstresowo. Muszę z nim wyjątkowo przebierać rękami żeby nadążyć. Kolejny smaczek dnia – pracuję dzisiaj z gościem którego widzę pierwszy raz na oczy. Taakk.. Nie miał facet pojęcia gdzie co leży więc zacząłem montować sprzęt i strzykawki razem z nim. Toż trza skończyć o jakiejś normalnej godzinie.
Kończąc kolana dotarła do mnie dziwna informacja – że jednak mam po południu jakoweś ogólne. A jakim to cudem? Na liscie nic nie było, Steven idzie do chałupy o 1.30… Sam będę tych ludzi usypiał? Rzuciłem okiem – łomatko. Pieć ogólnych dla stomatologa. W dodatku trzy deszrotyzacje i dwóch pacjentów do ósemek – co z chirurgicznego na anestezjologiczny tłumaczy się na zabiegi z intubacją. Przez nos, żeby chirurg miał gdzie pracować i nic mu w dziobie nie przeszkadzało – co wydłuża procedurę zdecydowanie o kilkanaście minut. Przeliczyłem szybko – godzina opóźnienia na starcie plus pięć z rurą w nosie to będzie razem… Dzizzazzz. Nie wyjdę stąd do dziewiątej.
Mało brakło a by się udało. Zespół recoverowy też wyraźnie miał ochotę iść do chałupy przed północą więc rachen-ciachen wypisywał ludzi. Tyle że ostatni po wyrwaniu wszystkich zębów dostał śliczna protezę i onaż – miast gazików – miała powstrzymać krwawienie. Opadła mi szczęka. Technika zupełnie z księżyca. Na wszelki wypadek poprosiłem chirurga coby luknął na to co zrobił bo się tam spod tej szczęki lało równo, alem otrzymał zapewnienie że to za chwile stanie.
Nie stanęło.
Ani za chwile, ani wcale.
O ósmej sytuacja wyglądała jak następuje – gość jak podciekał tak podciekał, chirurg nie odbierał komórki, a jedyny cunning plan pielęgniarek zawierał kolejne telefony. Taak. W końcu wysłały gościa do domu i krzyżując palce stwierdziły że mu to wszystko sie pomalutku unormuje. Żadnych telefonów w nocy nie miałem, wniosek z tego że nie kłamały…
