wzięło mnie – Ukraina
Pytanie: kiedy. No, nie zaraz.
Dokąd: A tak by w Gorgany. I do Lwowa. Ciekawe, co robią Iwanna i Taras. Czy wypada się przypomnieć? Ale tak, żeby nie myśleli, że czegoś od nich chcę. No, w sumie bym może chciał. No nic, w Pradze spałem w namiocie na dziko. Za ostatnim osiedlem, w polach.
Czym jechać? W góry to w sumie najlepiej komunikacją publiczną. Autem? To by trzecie kupić pasowało, Fiata 124 made in USSR… Ale i rower ma swoje zalety (trzeba go potem gdzieś zostawić u ludzi, ale ludzie dobrzy…). No i jaki rower? Rama od Ukrainy, na której zbudowałem pierwszy i dotąd jedyny mój trekking, leży odłogiem. A po awarii Waganta na ukraińskiej drodze powiedziałem sobie w duchu: na Ukrainę to chyba tylko na Ukrainie…
Ta moja jest akurat zielona…
