zacząłem odgrzybianie
No tak. Pędzel i środek grzybobójczy. Chyba trzeba będzie pisać, które miejsca posmarowałem, bo nie zostawia śladu (i dobrze); roztwory do dezynfekcji, stosowane w medycynie, chyba po to się barwi (niektóre).
Wyskok do miasta: koledzy donieśli, że auto ładne jest do kupienia. No, takie ładne to ono jest na fotkach. Jak kobitki z serwerów randkowych. To znaczy nie, one czasem już na fotkach wyglądają zniechęcająco. Ale… przesympatyczny właściciel tego pojazdu. Pogadaliśmy sobie od serca, bo ta sama marka i ta sama branża – kierowca karetki. Emerytowany. Auto też, ale w gorszym stanie. No bo gość w domu mieszka, a auto wyleciało na ulicę, jak sobie Felicję sprawił.
Tak więc doktór nie wymieni swojego lekko stukniętego Kombi, bo siekierki na kijek nie warto.
Żal mi tego wozu, właścicielowi też. Nie chce, by trafił na złom. Miał do niego sporo części, coś kupiłem, jeszcze tam wrócę. Szkoda, że nie można mieć auta na podwórku (tak, by nie płacić za nie ubezpieczenia). Gdzie ta wolność? Pod tym względem za komuny było lepiej.
No, ale chociaż tarczy antyrakierowej w Polsce nie będzie. Tyle, że nie nasz sprzeciw wzięli sobie do serca.
