nie ma kto pisać…

Written by admin on Mar 11 2010

… do doktora.

Nie wiem czemu nagle zaświtał mi w głowie zasłyszany kiedyś tytuł opowiadania Marqueza  Nie ma kto pisać do pułkownika. Postanowiłem coś się dowiedzieć – o czym właściwie jest to opowiadanie.

Nieraz tytuł mówi wszystko.

Dana nie pisze. Nikt nie pisze.

read more…

doktór w swoim łóżku

Written by admin on Mar 11 2010

… będzie zasypiać. Jak je sobie trochę nagrzeje. Chłodne, samotne, z wystającą sprężyną – ale nareszcie własne, domowe. Po tylu  spokojnych,  ale jednak dyżurowych nocach.

Kiedy po południu zmorzył mnie sen przed telewizorem, zadzwonił telefon. Niewiele brakowało, a podniósłbym słuchawkę i zameldował się: lekarz dyżurny.

read more…


emerytura doktora

Written by admin on Mar 11 2010

… wynosić będzie – przy założeniu, że dotychczasowa średnia wysokość składki na ZUS się nie zmieni…

… prawie 300 złotych. Właśnie przyszło pismo z ZUS-u.

O rany, to jest ponad 100 dolarów miesięcznie!

Zamawiam taksówkę do PRL – na dzień moich 65. urodzin. I wprost pod Pewex, do konika…

wyjaśnienie dla młodych: sprzedając na czarnym rynku 100$, można było nieźle przeżyć kilka miesięcy, a od biedy nawet rok…

read more…

same awarie

Written by admin on Mar 11 2010

Rano słodko drzemałem, dokąd nie zauważyłem, że zegarek mi stoi. Trzeba się zwijać, bo będzie kompromitacja!

Czy pan doktor będzie rano przyjmował?

Jeszcze czego, dość już tego było…

Maluch zapalił, ale nie chciał ruszyć: hamulce przymarzły. W końcu puściły, kiedy już chciałem iść na autobus.

Przyjeżdżam do domu w samą porę, bo trzeba z mamą iść do chirurga. Szybko herbaty się napić i włączyć komputer, bo Dana prosiła, żebym jej coś napisał na GG, zanim wyruszy w teren – namawiać potencjalnych klientów na nowe umowy o dostawę prądu.

Komputer nie działa. Świeci się tylko dioda zasilania, dysku – nie. Ale brak też obrazu – chyba nie dysk, podejrzewam baterię…

Na przyjęcie do chirurga czekamy ponad półtorej godziny po terminie – w hałasie i przeciągu. Tylko po to, by mamę obejrzeli i… wyznaczyli rzeczywisty termin usunięcia malutkiej brodawki.

Odmrażam wodę. Okienkiem piwnicznym niespiesznie wychodzi nieznajomy czarny kot. To pewnie on wypchnął uszczelnienie…

Komputer w końcu rusza. Ma datę 28 lutego.

Rozmowa z Daną w ogóle się nie układa.

Zimno wieje z każdego kąta.

read more…


przychodzi baba do lekarza

Written by admin on Mar 11 2010

Przychodzi baba do lekarza z ksiązką w ustach.

-Co pani jest?-pyta lekarz

-Facebook

read more…

amazonka

Written by admin on Mar 11 2010

Operację miała trzy lata temu. Obyło sie bez chemii ale usunięto  jej pierś. Podczas ostatniej wizyty zapytałam

- nie myślała pani o rekonstrukcji piersi?

- myślałam.

- i co? – nie ustepowałam, ponieważ wiedziałam jak bardzo jest to dla niej ważne.

-zapytałam lekarza na onkologii i mi odradził. Powiedział,ze już mam swoje lata ( 62 )  i po co mi to, że to przecież znowu operacja, ból i  że nie warto no i mi odradził..

Nie wierzyłam własnym uszom….nie dość,  że przeszła ciężką chorobę, ucierpiała przy tym jej kobiecość, co znacznie obniżyło jej samoocenę i zaważyło na życiu osobistym  to jeszcze upokorzono ją mówiąc , że już jest za stara na rekonstrukcję.

Zdaje się, że na zachodzie standardem jest , iż po amputacji piersi pacjentki  kierowane są na rekonstrukcję , jesli tego chcą oczywiście.

U nas jak zwykle wszystko na opak…..

Nie znam dokładniej standardów w Polsce bo przyznam,że bliżej nie interesowałam sie tym, poszukałam więc w sieci, znalazłam ciekawy i wyczerpoujacy temat artykuł.Przeczytałam z uwagą. Polecam TUTAJ.Dodam tylko, że rekonstrukcja piersi po chorobie nowotworowej jest w całości refundowana przez NFZ.

 

Szkoda tylko , że jak zwykle teoria odbiega znacznie od praktyki…

 

A tak na marginesie, ciekawe  co mówią statystyki – ile kobiet w Polsce rocznie jest poddawanych rekonstrukcji piersi po amputacji z powodu choroby nowotworowej? I jak to wypada na tle innych krajów  ?  Pewnie jak zwykle jesteśmy w ogonie :( ((

read more…

Neighbours

Written by admin on Mar 11 2010

czyli: Jak dobrze miec sasiada

O tym zza plotu nie napisze, bo uwierze chyba dopiero jak zobacze autografy z dedykacjami w tych kilku ksiazkach, co to plyna w kartonach przez morza i oceany.

O sasiadach z naprzeciwka nie napisze, bo skoro my widzimy, jakim plynem zmywaja naczynia i co jedli na kolacje oraz slyszymy ich rozmowy przez telefon, to pewnie oni widza i slysza nas, wiec sza!

O tym chudym kocie ze szczurzym ogonem, co mieszka na gorce i kosmatym rudzielecu z domu z kominem co nam widok zaslania (komin, nie kot, a widok jest na morze) tez chyba nie napisze, zeby nie stresowac Kociuni. Biedula nie dosc, ze w zimowym futrze wyladowala w srodku lata, to jeszcze zostala wystawiona ja na wizyty ciekawskich typkow, co to nie znaja angielskich manier i mysla, ze mozna ot tak sobie, bez listow wprowadzajacych i umawiania sie z kilkumiesiecznym wyprzedzeniem, z kociego buta wejsc sobie do cudzego ogrodka i probowac sie zaprzyjaznic, udajac, ze sie nie rozumie, co oznacza prychanie z najezonym futrem i wiewiorzym ogonem.

TP mowi, ze Kociunia towarzyskosc odziedziczyla po mnie.

Ha, skoro tak, to zamiast piosenki Alibabek, obejrzymy sobie odcinek jednej z moich ulubionych kreskowek

read more…